Emigracja jest zawsze trudna. Człowiek, jadnakże, choć raz w życiu musi wyruszyc w drogę. Sam. Bo emigruje się samotnie i o tym trzeba pamiętać.
Niektórzy nie patrzą już za siebie. Ja, z kolei zawsze, mimo woli spoglądam wstecz, bo łatwo jest w życiu stracić perspektywę i zgłupieć. Takie spoglądanie pomaga pozostać przy zdrowych zmysłach i ciągle na nowo przypominać sobie, co się zyskało i co się straciło.
Szaleńcy nie patrzą za siebie. Ignoranci? Może. Racjonaliści? Raczej. Czy tędy droga? Chyba nie moja.
Moja emigracja zaczęła się dawno i była to emigracja z miłości. Ta skończyła się szybko, lecz ja nigdy już nie przestałam podróżować wewnątrz siebie. Po latach wyjechałam z Polski na prawdę i znów dla miłości. Ta nie była równie romantyczna jak poprzednia, nie czuć w niej było wieczności i przemiłego zapadania się. Ale jakieś uczucie to było, w każdym razie na tyle silne, że przenioslam się na drugą stronę Bałtyku.
Patrząc w stecz była to raczej chęć udowodnienia sobie czegoś niż racjonalna decyzja, ale taka już natura zdobywcy. Teraz, o dwa lata mądrzejsza zadaje zobie częso pytanie, gdzie byłabym teraz gdyby nie część moich impulsywnych decyzji. Odpowiedź zawsze jest jedna: gdzieś na pewno. Czasami lepiej nie wiedzieć.