Warszawa jest miejscem nie z tego świata. Pełno w niej przeszłości, a jednocześnie krzyczy tu przyszłośc jak niedokarmione dziecko.
To miasto osnute zachodzącym słońcem ciepłego letniego wieczora, miejsce obdarzone niezwykła siłą.
Miasto poległe i miasto dumne. Jest to wreszcie ostatnia przystań najnowszej historii, gdzie spotykają nie duchy, które nie mogą odejść. Błąkają się po ulicach, kóre są im obce.Są to ostatni bohaterowie, ostanie otwarte księgi, z których warto jest czytać, bo niedługo się rozmyją jak pył.
czwartek, 4 sierpnia 2011
środa, 8 czerwca 2011
Z pamiętników emigrantki
Siłą jest umiejętność bycia samemu. Tym sposobem nigdy nie będziemy samotni.
Szwedzkie kobiety noszą spodnie
Czy jest różnica między Polką a Szwedką? Co łączy, a co dzieli panie z obydwu brzegów Bałtyku?
No właśnie-co?
Coraz bardziej wydaje mi się, że jest to poziom zagubienia. Polki ciągle jeszcze nie zaakceptowały faktu, że jako kobiety we współczesnym społeczeństwie stają się powolnymi ofiarami wrodzonej dezorientacji społeczno-kulturowej. Szwedki, natomiast pogodziły się z owym zagubieniem, co więcej próbują je wykorzystać w jak najlepszy dla siebie sposób. Czy są przes to szczęśliwsze od sąsiadek z południa. Nie sądzę.
Polki wyznaczają sobie pewne szlaki w życiu poprzez oczekiwania innych. Czasem wydaje mi się, że nie ma w tym większej refksji, a panie podążają przez życie niczym ślepiec przez ruchliwą ulicę- byleby przejść i na nikogo nie wpaść. Codzienność przypomina wojsko- jakieś studia, jakiś mr. right, ślub, żeby ludzie nie gadali, no i koniecznie dziecko (żeby nie pomyśleli, że nie możemy albo, że jesteśmy dziwni).
Bo w Polsce nie wypada odstawać.
Blondynki z północy pozwalają sobie na chwileczkę zapomnienia, wolniejszy bieg w wyścigu za dzieckiem, za mężem, za stagnacją. U naszych sąsiadów nikt nie patrzy krzywo na samotną 30-latkę, która nie wie, co ze sobą zrobić. Kobietom w Szwecji jest łatwiej podejmowąć słuszne dla nich decyzje. Między innymi dlatego, że mają na to więcej czasu i mniej presji.
Czego Polki mogłyby uczyć się od Szwedek? Egoizmu.
No właśnie-co?
Coraz bardziej wydaje mi się, że jest to poziom zagubienia. Polki ciągle jeszcze nie zaakceptowały faktu, że jako kobiety we współczesnym społeczeństwie stają się powolnymi ofiarami wrodzonej dezorientacji społeczno-kulturowej. Szwedki, natomiast pogodziły się z owym zagubieniem, co więcej próbują je wykorzystać w jak najlepszy dla siebie sposób. Czy są przes to szczęśliwsze od sąsiadek z południa. Nie sądzę.
Polki wyznaczają sobie pewne szlaki w życiu poprzez oczekiwania innych. Czasem wydaje mi się, że nie ma w tym większej refksji, a panie podążają przez życie niczym ślepiec przez ruchliwą ulicę- byleby przejść i na nikogo nie wpaść. Codzienność przypomina wojsko- jakieś studia, jakiś mr. right, ślub, żeby ludzie nie gadali, no i koniecznie dziecko (żeby nie pomyśleli, że nie możemy albo, że jesteśmy dziwni).
Bo w Polsce nie wypada odstawać.
Blondynki z północy pozwalają sobie na chwileczkę zapomnienia, wolniejszy bieg w wyścigu za dzieckiem, za mężem, za stagnacją. U naszych sąsiadów nikt nie patrzy krzywo na samotną 30-latkę, która nie wie, co ze sobą zrobić. Kobietom w Szwecji jest łatwiej podejmowąć słuszne dla nich decyzje. Między innymi dlatego, że mają na to więcej czasu i mniej presji.
Czego Polki mogłyby uczyć się od Szwedek? Egoizmu.
środa, 25 maja 2011
Widziane na opak
Emigracja jest zawsze trudna. Człowiek, jadnakże, choć raz w życiu musi wyruszyc w drogę. Sam. Bo emigruje się samotnie i o tym trzeba pamiętać.
Niektórzy nie patrzą już za siebie. Ja, z kolei zawsze, mimo woli spoglądam wstecz, bo łatwo jest w życiu stracić perspektywę i zgłupieć. Takie spoglądanie pomaga pozostać przy zdrowych zmysłach i ciągle na nowo przypominać sobie, co się zyskało i co się straciło.
Szaleńcy nie patrzą za siebie. Ignoranci? Może. Racjonaliści? Raczej. Czy tędy droga? Chyba nie moja.
Moja emigracja zaczęła się dawno i była to emigracja z miłości. Ta skończyła się szybko, lecz ja nigdy już nie przestałam podróżować wewnątrz siebie. Po latach wyjechałam z Polski na prawdę i znów dla miłości. Ta nie była równie romantyczna jak poprzednia, nie czuć w niej było wieczności i przemiłego zapadania się. Ale jakieś uczucie to było, w każdym razie na tyle silne, że przenioslam się na drugą stronę Bałtyku.
Patrząc w stecz była to raczej chęć udowodnienia sobie czegoś niż racjonalna decyzja, ale taka już natura zdobywcy. Teraz, o dwa lata mądrzejsza zadaje zobie częso pytanie, gdzie byłabym teraz gdyby nie część moich impulsywnych decyzji. Odpowiedź zawsze jest jedna: gdzieś na pewno. Czasami lepiej nie wiedzieć.
Niektórzy nie patrzą już za siebie. Ja, z kolei zawsze, mimo woli spoglądam wstecz, bo łatwo jest w życiu stracić perspektywę i zgłupieć. Takie spoglądanie pomaga pozostać przy zdrowych zmysłach i ciągle na nowo przypominać sobie, co się zyskało i co się straciło.
Szaleńcy nie patrzą za siebie. Ignoranci? Może. Racjonaliści? Raczej. Czy tędy droga? Chyba nie moja.
Moja emigracja zaczęła się dawno i była to emigracja z miłości. Ta skończyła się szybko, lecz ja nigdy już nie przestałam podróżować wewnątrz siebie. Po latach wyjechałam z Polski na prawdę i znów dla miłości. Ta nie była równie romantyczna jak poprzednia, nie czuć w niej było wieczności i przemiłego zapadania się. Ale jakieś uczucie to było, w każdym razie na tyle silne, że przenioslam się na drugą stronę Bałtyku.
Patrząc w stecz była to raczej chęć udowodnienia sobie czegoś niż racjonalna decyzja, ale taka już natura zdobywcy. Teraz, o dwa lata mądrzejsza zadaje zobie częso pytanie, gdzie byłabym teraz gdyby nie część moich impulsywnych decyzji. Odpowiedź zawsze jest jedna: gdzieś na pewno. Czasami lepiej nie wiedzieć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)